Dni Lasów pod Anielinem

Witam zacnych tu leśników,

Gości oraz uczestników.

Jak przed wojną , równie swojsko,

Na swych koniach jedzie wojsko.

Wnet impreza barw nabiera ,

Pokaz jazdy dech zabiera.

Ułan swym szacunkiem darzy,

Tych leśników i drzewiarzy.

Co w czasie zniewolenia,

Udzielali nam schronienia.

Major Hubal dla idei,

Zginął tu w owej kniei.

Leśnik zawsze był oddany,

Partyzantom leczył rany.

Wszystko to zaś dla Ojczyzny,

I sam również nosił blizny.

A nierzadko również ginął,

Dobrze, że czas już ten minął.

Dziś ułani pamiętają,

I imprezę uświetniają.

Znajdą zawsze chwilę czasu,

By zagościć na Dniach Lasu.

Za leśników toast wznoszę,

A w imieniu konnych proszę.

Pod uwagę by fakt wzięli,

I nam lasu nie zamknęli.

Nie ma przecież większej frajdy,

Jak po lasach konne rajdy.

Oświadczyny w Anielinie,
Ułan kocha się w dziewczynie.
Na około oddział staje,
A dowódca rozkaz daje.
Jeden z konia zsiada,
I przyklęknął, czule gada.
Ułan Tomek z miłości,
A kolegom ku radości.
Niespodzianie dla dziewczyny,
Składa właśnie oświadczyny.

Aby dodać ciut otuchy,
Wyjął kwiatek zza pazuchy.
A, że ułan jest galanty,
To pierścionek ma brylanty.
Zszokowana Marysieńka
Jak brzózka w pasie cienka.
Zapłonęły wnet Jej lica,
Tomek ułan jest jak świca.
Wcale się nie sprzeciwiła,
Tylko usta nadstawiła.
A spod zwiewnej sukieneczki,
Podziwiano jej majteczki.

Trochę Ja ta akcja peszy,
Światła kamer, tudzież fleszy.
Oświadczyny wnet przyjęła,
Roli żony się podjęła.
Będzie karmić Tomka kiszki,
I szczotkować grzywę Fiszki.
Tomek ma dziś tęgą minę,
Zmienił Fiszkę na Jasminę.

Odtąd pierwsza narzeczona,
Klaczka będzie mniej jeżdżona.
Tomek da na zapowiedzi,
I dowiedzą się sąsiedzi.
Po ułańsku z galanterią,
Wesele z kawalerią.
Całe noce, oraz dzionki,
Będzie tulił się do żonki.
Wnet nasz oddział się rozrośnie,
Jak Marysi brzuch urośnie.

Tym sposobem wiersz skreśliłem,
Na wesele się wprosiłem...


Dla Marysi i Tomka na pamiątkę oświadczyn kolega ułan J. Kluzek
Anielin, Wigilia Hubalowa 15.12.2012 r.
Jedna myśl  mnie dziś  zniewala,
Być  żołnierzem u  Hubala.
Los  Majora wciąż  opiewać,
Partyzanckie pieśni śpiewać.
No i szable  mieć  przy pasie,

Jak też ViS-a, jeśli da się.
Choć mam mundur  i ostrogi,
To początek długiej drogi.
I posiadam też  anglika,
Jednak on za  mocno bryka.
Jeżdżę  konno , lecz pomału,
Kupię konia  wprost  z oddziału.

Brak kulbaki , to mnie męczy,
Jeszcze  ułan co poręczy.
Sama szabla nie urządza,
Muszę jechać do Grudziądza.
By nie jeździć od niechcenia,
Poznać  rygor wyszkolenia.
I zapomnieć o kobiecie,
Ćwiczyć wciąż na końskim grzbiecie.

By nauka szła do  głowy,
Wezmę napój  dereniowy.
Regulamin poznać  muszę,
I na  siodło mieć fundusze.
Aby dodał  mi otuchy,
Zwrócę się do księdza  Muchy.

Wnet przyjadę wprost do domu,
Jako ułan ze  szwadronu.
Na koniu z  proporczykiem,
Teraz będę  Hubalczykiem.


Propozycja Żurawiejki:

Lecą panny, leca żony, jedzie Oddział Wydzielony.

Da buziaka każda Lala, tym ułanom od Hubala.

Ref. Lance do boju, szable w dłoń, bolszewika goń, goń, goń!

 

Jarosław Kluzek, dn. 15.02.2011


Z dala tuman kurzu, grupa konnych jedzie,
Od Rzepek wzdłuż rzeki nad zalew droga wiedzie.
Przodem wojsko, dżokeje, wozy taborowe,
Od Hubala ułani, te chłopy morowe.
Przez Czarnocin, pod Zamość, nad brzegi zalewu,
W blasku słońca, żadnego wiatru powiewu.

Stanęła w szeregu cała ta konnica,
Hubertusa świętuje cała okolica.
Jest muzyka, jedzenie, jednym słowem fajnie,
Prezentują się jeźdźcy, okoliczne stajnie.
Jeden nasz ułan wcielił się w rolę mastera,
Jest Pan Wójt niczym szeryf i jest tez kamera.

Gdy Pan Zdzisław wypalił ze swej rakietnicy,
Ruszyli w pogoń za lisem uczestnicy.
Podjechała do lisa panna piękna młoda,
Sprytnie zerwała kitę, było po zawodach.
Że ułan jest najszybszy to są chyba mrzonki,
Tu w wyścigu górą były amazonki.
Pęki ułan w galopie, a niech to diabli,
Spada ścięta kapusta od ułańskiej szabli.

Pośród kasztanów, karych, siwych i gniadoszy,
Rozegrano zawody dla piwnych smakoszy.
Żaden dzieciak z nudów rodziców nie męczy,
Bo próbuje trafić podkową do obręczy.
W tym konkursie ułan mógł być podchmielony,
Byle toczył koło i batem ściął balony.

Święto zakończyła zabawa do północy,
Wszak ułan tańcuje ile w nogach mocy.
Nawet żona moja, poznałem po minie,
Polubiła świętować tu w Czarnocinie.
Ale wszystko co dobre, kończy się niestety,
Nie zabrakło, a jakże ułana - poety.           

Jarosław Kluzek, dn. 02.10.2011 r.

Nie oglądam już Batmana,
W koniach jestem zakochana.
Po co w sieci mam surfować,
Wole konno galopować.
Choć dopiero mam pięć latek,
W stajni czeka siedmiolatek.
Dziś skorzystam z wiatru, słonka,
Bo ja jestem amazonka.

Nie chcę już chomika, pieska,
Chcą być jak ułan Tereska.
Furażerkę mieć niewielką,
Świstać sobie wciąż szabelką.
Chce być taka jak ułani,
W swych mundurach malowani.
Jak dorosną mi dość nogi,
Tata sprawi mi ostrogi.
Mama parę warkoczyków,
Wstąpię wnet do "Hubalczyków"

Będę ćwiczyć wciąż wytrwale,
I dogonię lisa w Spale.
Nie ma przecież większej frajdy,
Jak po lasach konne rajdy.


- Wiersz ten dedykuje mojej Córce Marlenie, wielkiej miłośniczce koni i jazdy konnej, wychowanej na tradycji Polskiej Kawalerii i niedoścignionej ułańskiej fantazji - autor


Jarosław Kluzek 06.12.2010 r.