Jedna myśl  mnie dziś  zniewala,
Być  żołnierzem u  Hubala.
Los  Majora wciąż  opiewać,
Partyzanckie pieśni śpiewać.
No i szable  mieć  przy pasie,

Jak też ViS-a, jeśli da się.
Choć mam mundur  i ostrogi,
To początek długiej drogi.
I posiadam też  anglika,
Jednak on za  mocno bryka.
Jeżdżę  konno , lecz pomału,
Kupię konia  wprost  z oddziału.

Brak kulbaki , to mnie męczy,
Jeszcze  ułan co poręczy.
Sama szabla nie urządza,
Muszę jechać do Grudziądza.
By nie jeździć od niechcenia,
Poznać  rygor wyszkolenia.
I zapomnieć o kobiecie,
Ćwiczyć wciąż na końskim grzbiecie.

By nauka szła do  głowy,
Wezmę napój  dereniowy.
Regulamin poznać  muszę,
I na  siodło mieć fundusze.
Aby dodał  mi otuchy,
Zwrócę się do księdza  Muchy.

Wnet przyjadę wprost do domu,
Jako ułan ze  szwadronu.
Na koniu z  proporczykiem,
Teraz będę  Hubalczykiem.


Propozycja Żurawiejki:

Lecą panny, leca żony, jedzie Oddział Wydzielony.

Da buziaka każda Lala, tym ułanom od Hubala.

Ref. Lance do boju, szable w dłoń, bolszewika goń, goń, goń!

 

Jarosław Kluzek, dn. 15.02.2011