Z dala tuman kurzu, grupa konnych jedzie,
Od Rzepek wzdłuż rzeki nad zalew droga wiedzie.
Przodem wojsko, dżokeje, wozy taborowe,
Od Hubala ułani, te chłopy morowe.
Przez Czarnocin, pod Zamość, nad brzegi zalewu,
W blasku słońca, żadnego wiatru powiewu.

Stanęła w szeregu cała ta konnica,
Hubertusa świętuje cała okolica.
Jest muzyka, jedzenie, jednym słowem fajnie,
Prezentują się jeźdźcy, okoliczne stajnie.
Jeden nasz ułan wcielił się w rolę mastera,
Jest Pan Wójt niczym szeryf i jest tez kamera.

Gdy Pan Zdzisław wypalił ze swej rakietnicy,
Ruszyli w pogoń za lisem uczestnicy.
Podjechała do lisa panna piękna młoda,
Sprytnie zerwała kitę, było po zawodach.
Że ułan jest najszybszy to są chyba mrzonki,
Tu w wyścigu górą były amazonki.
Pęki ułan w galopie, a niech to diabli,
Spada ścięta kapusta od ułańskiej szabli.

Pośród kasztanów, karych, siwych i gniadoszy,
Rozegrano zawody dla piwnych smakoszy.
Żaden dzieciak z nudów rodziców nie męczy,
Bo próbuje trafić podkową do obręczy.
W tym konkursie ułan mógł być podchmielony,
Byle toczył koło i batem ściął balony.

Święto zakończyła zabawa do północy,
Wszak ułan tańcuje ile w nogach mocy.
Nawet żona moja, poznałem po minie,
Polubiła świętować tu w Czarnocinie.
Ale wszystko co dobre, kończy się niestety,
Nie zabrakło, a jakże ułana - poety.           

Jarosław Kluzek, dn. 02.10.2011 r.