Jest lipcowe popołudnie,
Na wesele wprost przecudnie.
Jedzie powóz przystrojony,
Para koni zaprzężony.
Przed nimi jadą zaś ułani,
Na galowo są ubrani.
Jadą pod kościelne mury,
Błyszczą szable i mundury.
Goście licznie zgromadzeni,
Ułan Marcin dziś się żeni.
Ułan ze Stowarzyszenia,
Są powody do wzruszenia.

Ucieszeni są rodzice,
Rzepki i Remiszewice.
Bo zarywał nocy kawał,
I pod oknem wciąż wystawał.
Żebym tu nie zgubił wątku,
Zacznę wszystko od początku.

Chodził Marcin do dziewczyny,
Był pierścionek, zaręczyny.
Wciąż studiował, była zima,
Niecierpliwi się Justyna.
Marcin więc nie myśląc wiele,
Sprzedał konia na wesele.
Choć dziwili się sąsiedzi,
Zaraz dał na zapowiedzi.
Nie żałuje, zdaje mi się,
Zamiast konia ma Justysie.

Ślub to jest poważna sprawa,
Stąd wojskowa tu oprawa.
Słychać już kościelne dzwony,
Marcin w mundur ustrojony.
I Justynkę swą prowadzi,
A oboje wielce radzi.
Już ułani dwójki tworzą,
Wszystko to na chwałę Bożą.
Oddział wszedł na Msze paradnie,
Równym krokiem, dziarsko, składnie.
Słowa przysięgi zabrzmiały,
Wtem organy Im zabrzmiały.

Ceremonia zakończona,
Para młodych zaślubiona.
Marcin już prowadzi żonę,
Szable równo uniesione.
Z dala słychać już kapele,
Bo zaczyna się wesele.
Marcinie! kolego drogi,
W prezencie masz ostrogi.
Że kochasz Justynę szczerze,
Szable dają Ci żołnierze.
Będą wspierać Cię chłopaki,
Abyś wrócił do kulbaki.
A że jesteś podejściowy,
Konia poproś od teściowej.

Z mojej strony to wszystko,
Dalej niech trwa weselisko.
Teraz wznoszę kielich wina,
Za Justynę i Marcina!

Czarnocin, dn. 21.07.2012 r.