Na Huberta tu do Spały,
Przybył też nasz oddział mały.
Część ułanów zaś na wczasach,
Gdzieś w górach, innych lasach.
Marcin tulił swą Justysię,
Ktoś miał inne widzi misie.

Na początku Master gada,
Potem rusza kawalkada.
Mnóstwo jeźdźców, mała głowa,
Pędzi lasem do Brzustowa.
Tętent koni echo niesie,
Aż tu nagle kraksa w lesie.
I choć jeździec był dość gibki,
To miał kontakt z ziemią szybki.
Koń spokojny był z natury,
Momentalnie ruszył w góry.
I zaczęła się zabawa,
Bo na konia jest obława.

Tomek minę miał ambitną,
W stodołę wjechał Bitwą.
Bo ze względu na warunki,
Pomyliła klacz kierunki.
Marek Lidzi, mistrz prezencji,
Brał udział w konkurencji.
Chciał powozić, był odważny,
Brawo! wynik jest nieważny.
A klacz Leszka dała czadu,
Ta, co tak bije z zadu.
Wyścig płaski wygrał Lechu,
A co było przy tym śmiechu.

Ten Hubertus był udany,
Były z nami nasze damy.
Mamy tu obozowisko,
Już z dala pachnie wszystko.
Maryś Tomka coś pitrasi,
Bo dziś nie ma Jurka, Kasi.
No, a Lidzia zaś tym razem,
Stoi przy kuchni z gazem.
Talerz flaków trzyma w ręku,
Oczywiście pełna wdzięku.
Jest też żona moja własna.
Miesza bigos, kroi ciasta.
Pyszną kawę nam gotuję,
Zaraz pieśni zaintonuje.
Marcin wraz z Pułkownikiem,
Objadają się sernikiem.
Mają przy tym pyszne miny,
Ciągle patrzą na dziewczyny.

Najedzone wojsko śpiewa,
Gra muzyka, szumią drzewa.
Wtem Leszek w pewnej chwili,
Do kuzynki Ewy kwili.
Wnet grzańca dopił w szklance,
Panie prosi już na tańce.
Drugi ułan w tańcu gibki,
To jest właśnie Marek Lidki,
Omal mu nie pękły szelki,
Bo tu parkiet jest niewielki.
Już wesoło im klaskali,
Gdy kankana tańcowali.
Grały im podkute buty,
W rytmie takiej skocznej nuty.

Lecz powoli noc nadchodzi,
Towarzystwo się rozchodzi.
Tu zabawa się skończyła,
Dobrze, że klacz nic nie piła.
Po co ja to opisuję?
Bo kto nie był, niech żałuje.

Spała, dn. 21.10.2012 r.