Jarosław Kluzek na klaczy Tamiza

Moje spotkanie ze Stowarzyszeniem Ułanów im. OWWP mjr. Hubala miało początek dziwny i pełen fantazji.

Było to jesienią 2010 r. a dokładnie 10 października, właśnie w rocznicę mojego ślubu, a na tydzień przed Spalskim Hubertusem. Znalazłem w Internecie konia na sprzedaż z okolic Czarnocina.

Była to siwa klacz, krzyżówka ślązaka z anglikiem. I właśnie tego dnia zabrałem moją żonę i córkę na romantyczną podróż do m. Rzepki/k Czarnocina obejrzeć ową klacz i odbyć jazdę próbną. Na miejscu okazało się, że właściciel konia jest ,,hubalczykiem’’. Pierwsza jeździła oczywiście córka Marlena,a  potem w siodle pozowała do zdjęcia żona. Następnie ja w towarzystwie nowo poznanych ułanów: Krzyśka i Bogdana przez kilka godzin kłusowałem i galopowałem po okolicznych lasach i łąkach z pełną fantazją , zważywszy na fakt, że robiłem to pierwszy raz w życiu. Gdy wreszcie po pokonaniu kilkunastu kilometrów zjawiliśmy się z powrotem, żona nie była szczęśliwa, gdyż przez cały ten czas Marlena chciała do taty i na konika.

Powrót okazał się jeszcze mniej romantyczny, gdyż nasz polonez właśnie w tym momencie  odmówił posłuszeństwa i na holu wróciliśmy do domu, choć żona z córką jechała w dobrze wypasionym modelu Opla, którego właściciel pomógł nam w tej krytycznej sytuacji.

Klaczy co prawda nie kupiliśmy, ale frajdy było co nie miara. Koledzy widząc, że trzymam się w siodle jako tako zaproponowali mi, że przywiozą klacz  za tydzień do Spały na Hubertusa i jak założę mundur mogę jeździć. I jak to się mówi ,,słowo się rzekło,€“ kobyłka u płotu’’. Było to nie lada wyzwanie, ale  że fantazji nigdy mi nie brakowało i znalezienie się w tak doborowym towarzystwie dodawało mi odwagi.

Podczas  Hubertusa  jakoś dawałem sobie radę, choć nie było to łatwe , bo siwa rwała do przodu jak przecinak. Dopiero później dowiedziałem się, że jechała zawsze w pierwszej trójce, a ja dostałem przydział do ostatniej jako nowicjusz. Był to dla mnie prawdziwy chrzest bojowy i miałem dużo szczęścia, że nie zaliczyłem spotkania z ziemią.

Za kilka miesięcy w lutym 2011 zostałem zaproszony na walne zebranie ,,Hubalczyków’’ do Poświętnego i poznałem regulamin i zasady wstępowania w szeregi ułanów. Kilka dni później napisałem wiersz pt. ,,Kandydat na Hubalczyka’’ i czytałem go 30-tego kwietnia tegoż roku tuż przed rekonstrukcją bitwy pod Anielinem.

Potem był następny Hubertus  Spalski już na własnym angliku ,,Samento’’ ze SK w Kozienicach. W lutym 2012 r. pojechałem z ułanami do Łodzi na targi ,,Na styku kultur’’. Na zakończenie imprezy kolega Darek wspomniał żebym może opisał co tu się działo  i tak powstał wiersz pt. ,,Hubalczycy na gościnnych występach’’ , a ja zostałem w oddziale "Poetą".

Któregoś pięknego dnia, a właściwie wieczoru na początku kwietnia 2012r. około godz. 20.30 otrzymałem ,,szyfrogram ze sztabu’’, to dzwonił Leszek z wiadomością o rozpoczęciu rajdu konnego pod Karolinowem. Właśnie wtedy kończyliśmy z synami rozjeżdżać naszego ,,Samenta’’. Po informacji, że nie jadę konno na rajd dostałem propozycję od Leszka, abym napisał ,,poważny’’ wiersz do Karolinowa. Kończyłem niedługo pracę, ale nie poszedłem do domu  bo wpadł mi pomysł i przy miarowym szumie schładzalnika do mleka przeniosłem się w czasie do tego kwietniowego wieczoru 1940 roku.

Przez pewien  czas poczułem się jednym z ,,hubalczyków" kwaterujących pod Karolinowem. Kartka papieru zapełniała się dość prędko. Gdy się  wreszcie ocknąłem, dochodziła godz. 24.00, schładzalnik przestał pracować i zrobiło się zimno, poczułem głód i postanowiłem zrobić przerwę. Przyszedłem do domu, a tu błoga cisza, wszyscy śpią. Zaspokoiwszy głód pisałem dalej. Oczyma wyobraźni widziałem walczących żołnierzy, konie, słyszałem odgłosy walki, a pot zalewał mi czoło  jakbym walczył z nimi.

Jak już wszystko ucichło była godz. 03.25, a ja spocony siedziałem nad zapełnionymi  kartkami papieru, a sprawiało to wrażenie porozrzucanych bezładnie łusek wokół dymiącego jeszcze CKM-u, który niedawno ział jeszcze ogniem. Wtedy właśnie powstał wiersz ,,Major Hubal na kwaterze’’, o czym zameldowałem Leszkowi  jeszcze tego samego dnia rano.

Zadanie wykonałem!