V Rajd szlakiem mjra Hubala

I stało się! V Rajd konny szlakiem mjra Hubala za Nami. Pogoda nie dała nam się szczególnie we znaki podczas wędrówki leśnymi duktami choć srogo straszyła deszczem w niedzielne przedpołudnie. Mało tego, zyskaliśmy o wiele więcej niż tylko uciechę z kawaleryjskiego spotkania z osobą  Hubala – powzięliśmy garść historii we własne serca.

Nie było wątpliwości, którędy ma przebiegać tegoroczny rajd. Już na walnym zebraniu została wybrana trasa, którą Hubal zmierzał na miejsce swej bohaterskiej śmierci. Skłoby, Ruski Bród, Gałki, Anielin - to miejscowości, w historii których wątek Majora oraz Jego Oddziału pozostawił niezmywalny ślad.

 

Na miejsce zbiórki pierwsi ułani przybyli już w piątek wieczorem. Nieopodal pomnika upamiętniającego mord niemieckiego okupanta na mężczyznach wsi Skłoby, spędzili noc, by rankiem oddać im hołd wygrywając w wyrazie szacunku „Ciszę”. Ułanów na miejsce pierwszego popasu odprowadził szum sosen. Od południowych promieni słońca kawalerzystów uchroniły gałęzie brzóz rosnących obok szkoły w Ruskim Brodzie. Tam, raczyli się strawą, odpoczywali, poili konie. Gdy słońce chyliło się ku zachodowi wkroczyli na ulice Przysuchy gdzie podążali na nocleg do p. Mirosława Pierzchały. Ale jak to przy sobocie, pech chciał  jeden z dostojnych mężczyzn skazywał się właśnie na wieczną posługę  damie swego serca. Naszym żołnierzykom niewiele potrzeba! Hyc! Już składają życzenia Parze nowo zaślubionych. Na komendę „Dwójkami, stępem, za mną, MARSZ!” ruszyła kolumna gniadych, siwych, kasztanów na miejsce spoczynku. Tam częstowani zalewajką, mogliśmy rozprostować nogi i ogrzać się przy ognisku.

 

Zbudzenie wiosennym deszczem, wczesnym rankiem ułani krzątali się wokół koni. Dziś niedziela, wymarsz do Gałek na mszę świętą niebawem a tu koniom trzeba podsypać owsa, napoić, swój głód zaspokoić i wyglądać jak na kawalerzystę przystało. Dookoła wciąż było słychać zaspane głosy „kawy… dajcie kawy…”. Pogoda w niedziele dała się nam we znaki, szczególnie Rysiowi. Trzymał się dzielnie, udawał twardziela bez pałatki ale przemokłe ubranie i lekki wiaterek nie współpracują ze zmęczeniem. Tuż przed 11.00 telefon od naszej rajdowej kucharki, Kasi: „Msza ma się rozpocząć a Was nie ma…”. – Spokojnie Kasiu, będzie tak jak obiecaliśmy, na czas. Poczet sztandarowy z Radomia, lanca z Kielc i Marcin – trębacz z 15 PU Poznańskich, z dumą i pełną paradą wmaszerowali do niewielkiej kaplicy. Pozostali, ustawieni wzdłuż płotu, na koniach przez całą mszę wsłuchiwaliśmy się w szum drzew, który zdawał się przywoływać głosy Oddziału Majora… a być może to było tylko złudzenie wywoływane przez krople deszczu i brak snu? Po mszy na strawę zaprosiła nas Pani Cieślakowa, która przez wiele lat gości SU podczas rajdu. Lekkostrawny i gorący barszcz z kiełbaską dodał nam sił. Jeszcze przed wyjazdem zajrzeliśmy do Babci Cieślakowej, która jako 9-letnia dziewczynka wraz ze swoją matką karmiła i opierała Oddział Wydzielony i jego Dowódcę. Opowiedziała nam historię, której w książkach i podręcznikach darmo szukać. Gdy szykowaliśmy się już do wsiadania, komandor uciął sobie pogawędkę z pewną babinką. Poprosiła, żebyśmy przyjechali w pewne miejsce, w miejsce które bardzo mocno dzieli swą historię z osobą mjra Hubala. Dotąd nieznany nam pomnik pod lasem od tego momentu stanie się corocznym punktem Rajdów Hubalowych. „Niemcy zabili tu mojego ojca… jak wróciliśmy ziemia jeszcze się ruszała…” te słowa utkwią nam w głowach na bardzo, bardzo długo. Odjeżdżamy w melancholii w stronę Drzewicy, miejsca kolejnego noclegu. Chwilka pod drzewickim zamkiem i już stępujemy z piosnką na ustach ulicą J. Kilińskiego. Jurek Gapys w tym roku przyjął nas na terenie swojego tartaku. Malownicze miejsce nieopodal lasu z dala od zabudowań. Przemoknięci suszyliśmy siodła i pałatki, chłopaki rozkładali namiot, karmienie i pojenie koni. Potem już tylko rozrywka! Skoki Małgorzatki, biesiada przy akompaniamencie akordeonu, kiełbaski z ogniska i tylko nie wiadomo w jakim celu było to dźwiganie sosen przez Tomka Szulfera i Mareczka… Biesiadę zakończyły tańce, a popisowa scena rozdzierania koszul: IŚCIE UŁAŃSKA!

Następnego dnia nie zanosiło się na ładną pogodę. Zwlekaliśmy z troczeniem koni, by nie przemoknąć tak jak wczoraj.  Nagle, jak nie lunie! Przeczekaliśmy deszcz i postępowaliśmy leśnymi ścieżkami wprost do Poświętnego. Po drodze najazd na dom Pułkownika, tam dołączają nasi koledzy, którzy nie jechali z nami Rajdem, ale reprezentowali Stowarzyszenie na uroczystości w niedzielę. Łyk „Hubalówki”. Słów kilka. Na koń i kłusem tuż obok kościółka św. Józefa pod Szaniec mjr Hubala. Szarża przed Szańcem zapierała dech w piersiach. Przyjazd wojska obwieszczał dźwięk sygnałówki. Ostatni rozkaz: z koni! Dowolnie do wodopoju rozejść się. Pyszny krupnik serwowany przez naszą rajdowa kucharkę Kasię. Odpoczynek. Wieczorem uzgadnialiśmy kolejność pełnienia warty. Od 8.00 do 0.00 przed Szańcem każdy z nas, bez wyjątku, w pełnym rynsztunku, dla Majora stanie na warcie. Kolacja i odwiedziny kolegów stacjonujących w miejscowości Ceteń. Potem sen.

Kolejnego dnia od rana krzątanina wśród ułanów. Kto na wartę?! Nie ma karabinu! Zmiana wart co godzinę, trzeba przygotować plac obok Szańca. Ołtarz polowy już stoi, jeszcze tylko wystawa prac konkursowych. Wyniki pojawiły się na naszej stronie internetowej już tydzień wcześniej, zaś wystawę zwycięskich prac można było oglądać właśnie 30 kwietnia.

Uroczystość rozpoczęliśmy mszą polową celebrowaną przez proboszcza parafii w Studziannie, ks. Jerzego Cedrowskiego o godzinie 13.00. Na polankę przed Szańcem wmaszerował oddział spieszony: Marcin – trębacz z 15 pułku Ułanów Poznańskich, poczet sztandarowy Szwadronu Radomskiego, ułani Stowarzyszenia, którzy nie mogli brać udziału w Rajdzie, lecz przyjechali specjalnie na tę doniosłą uroczystość, reprezentanci grupy rekonstrukcyjnej „Jodła”. Wartę przed obeliskiem pełnili członkowie Stowarzyszenia Batalion Tomaszów. Nieco dalej, za brzozowymi listkami, konno, stanęli uczestnicy V Rajdu Konnego oraz chłopaki SU, którzy brali udział w uroczystości w niedziele (28 kwietnia).  Następnie po Mszy, przywitanie gości, występ dzieci ze Szkoły Podstawowej z Kunic. Montaż słowno – muzyczny nawiązywał oczywiście do treści patriotycznych. Żałujemy tylko, że wysiadło nagłośnienie…

Podczas obchodów 73 rocznicy śmierci mjr Hubala, zgodnie z Postanowieniem Kapituły, członkom Stowarzyszenia przyznano odznaki Hubalczyków 1939-1940. Odznaczeni zostali:

Leszek Zapart

Zdzisław Białowąs

Marcin Białowąs

Marcin Strumiłło

Adam Strumiłło

Krzysztof Strumiłło

Piotr Frydrych

Jerzy Gapys

Krzysztof Fiks

Henryk Ceranka

Odznaka Hubalczycy 1939-1940, jest nadawana członkom Stowarzyszenia, po dwuletniej, nienagannej służbie oraz wykazującą szczególne zaangażowanie w działalność Stowarzyszenia.

Na zakończenie uroczystości upamiętniającej 73 rocznicę śmierci Majora Henryka Dobrzańskiego, ułan Marcin Strumiłło odczytał wyniki konkursu plastycznego, ogłoszonego przez Stowarzyszenie, z inicjatywy Tomasza Łumińskiego. Zwyciężczyniom wręczono pamiątkowe, symboliczne upominki.

Wręczania nagród nie było końca. Ppłk Marian Zach już tradycyjnie wyróżnił jednego ze swych ułanów za zaangażowanie w organizację Rajdu, natomiast naszej kuchmistrzyni wręczył bukiet wiosennych kwiatów. Na cześć naszej Kuchareczki potrójne: Hip Hip Hurra Po zakończeniu oficjalnych uroczystości na wszystkich czekała wojskowa grochówka, ciepła kiełbaska i herbata.

Do północy, my kawalerzyści, kustosze historii o Majorze Henryku Dobrzańskim „Hubalu”, czuwaliśmy przy Szańcu na warcie, jedynym miejscu, w którym jak nam wiadomo tkwi cząsteczka krwi tego, który poległ broniąc Ojczyzny i jej Wolności. W miejscu, gdzie znaleziono zakrwawioną poduszeczkę, w miejscu gdzie przez moment zgodnie ze słowami „Hubala” : „przez moment w 1940 roku była namiastka wolności”.